I jest. Pierwszy kotek z kociego salu u Gosi. Prosto spod igły, jeszcze nie wyprany i niezagospodarowany, ale za to zabiorę się dopiero ja będę mieć wszystkie sześć.
Tak sobie wyglądał jeszcze bez kreseczek.

A tu już całkowicie gotowy (zmieniłam mu wąsy z oryginalnych szarych na czarne jakoś tak mi bardziej odpowiada).
Mojego kotka zgłaszam do zabawy u Moniki w wymiatanie resztek.




















